obiad u znajomych
Łatwo zobaczyć, że życie, które się ma, jest pełne, bogate, barwne i wystarczająco dobre takie jakie jest. Ale do tego trzeba wyjść z domu, porozmawiać z ludźmi, rozszerzyć uwagę na otoczenie.
< pac> w czoło. Brawo Juleczko, chyba zaczynasz dorastać.
< pac> w czoło. Brawo Juleczko, chyba zaczynasz dorastać.
- 2009-03-07 16:06:28
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 0
z życia
Im większą ofiarę okoliczności się zgrywa, tym łatwiej jest usprawiedliwić fakt robienia krzywdy innym ludziom.
- 2009-02-22 11:57:11
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 0
kozetka na dzisiaj
//disclaimer: W dzisiejszym odcinku wystąpią rzeczy oczywiste. Ponieważ jednak ten blog to jest miejsce przede wszystkim dla mnie, niewiele mnie to obchodzi.
Życie JEST skomplikowane. Dlatego trzeba upraszczać wszystko co się da. Nie pojęcie życia, ale codzienne życie jednej osoby. Emocje, obowiązki, wyzwania, walka z tym, z co jest, żeby zechciało być takie jakie być powinno (mehehe). Walka ze sobą, żeby jednak docenić to co jest. Bo czyż nie jest szaleństwem nie umieć zobaczyć, i uszanować tego co jest? W takim razie po co jest? Po to, żebyśmy byli z tego niezadowoleni, i patrzyli na wszystko i wszystkich(celowa przesada) dookoła z pogardliwie wydętymi ustami? Żyłam tak bardzo długo, żyję tak i teraz. Ale teraz już nie wydaje mi się to ani naturalne, ani normalne, ani jedyne co jest.
Ktoś kogo znam, dał mi kolejną okazję do zaobserwowania procesu przechodzenia od zachwytu nad czymś/kimś, do zastąpienia tego czegoś/kogoś własnymi wyobrażeniami nt. jakie to coś/ten ktoś powinien być. Czyżby, powinien?
Dziwne jest to, jak szybko taki proces się tworzy.
I też smutne. Na swój sposób fascynujące, bo w pewnym sensie patrzę przy tym na siebie, zachowującą się w podobny sposób na co dzień.
Szukam sposobu jak to wyłączyć/osłabić/sprawić, żeby przestało nade mną panować. Bo mimo insynuacji niektórych bliskich mi ludzi, wolę być szczęśliwa niż coś komuś udowadniać, ale
przeważnie po prostu nie umiem. Jeszcze. Więc próbuję, badam, uczę się na błędach własnych i cudzych. Krótko mówiąc, żyję tak jak umiem. Czasem mi przykro/źle/wstyd, że marnie to wygląda. Przed sobą też, ale przede wszystkim przed innymi. Oczywiście, że nie powinno mnie to obchodzić, jaki sposób inni wartościują moje życie. Ostatecznie należy ono do mnie, i tylko do mnie. Ci, co wartościują czyjeś, i tak za chwilę wracają do swojego, nawet jeśli tego swojego nie chcą i nim gardzą. Nie powinno, i za chwilę być może nie będzie, ale teraz tak czuję.
Mam pomysł, który warto zapisać, nawet jeśli nie wypali. Chcę pisać listy do siebie, opowiadające o tym jak mi minął dzień, z perspektywy tego co w nim fajne, dobre, niezwykłe, moje. Mam już kalendarzyk, w którym krótko wymieniam fajne rzeczy z danego dnia, starając się żeby zawsze była to choć jedna rzecz, ale to za mało. Nie umiem docenić tego, co mam. W tym momencie przyczyna jest taka, ze bardzo tęsknie za tym, czego nie mam - szczera rozmowa z kimś konkretnym, kogo lubię. Wiem, że by nie wyszła, bo on po prostu nie jest w nastroju, i ok. Ale mimo wszystko szkoda. Przykro mi tez patrzeć, jak zmienia się jego obraz mojej osoby, na gorszy, wg tego jakie ma wzorce w głowie. Nie mam na to wpływu, tak już jest. Nie mogę być lepsza, niż jestem. Staram się jak mogę, każdy stara się jak może. On też żyje tak jak umie. Ważne, żeby robić to co w mojej mocy. Równie ważne jak umieć potem dostrzec, zobaczyć, przyznać, że się właśnie zrobiło tyle ile się mogło, i że to jest dobre. Ileż można sobie krzywdy zrobić, tylko WYOBRAŻAJĄC sobie, że ktoś nas odrzuca... Zbierając do kupki te wszystkie obserwacje nt. swojej osoby, i oddać wodze rozczarowaniu, że kolejna osoba nie umie spojrzeć na MNIE, poza własne wyobrażenia. A co ja w tym momencie robię, pielęgnując owo może i słuszne rozczarowanie? "Rozmawiam" z obrazem danej osoby, niczym więcej. Zachowuję się dokładnie tak samo, i mam pretensje wyłącznie do innych.
Po raz kolejny muszę przypomnieć sobie: nic nie poradzę na to, że ktoś widzi mnie tak a nie inaczej. Jedyne co mogę zrobić, to żyć najlepiej jak umiem, i docenić siebie. Wbrew pozorom to bardzo dużo. Tak dużo, że aż czasem wmawiam sobie, że nie mam na to siły.
Stawianie granic jest trudne. Zwłaszcza własnym rodzicom. Ale konieczne. Można narzekać na ten fakt, albo zrobić to, co konieczne. Uciec nie ma jak.
Zawsze chciałam, żeby wyrosła ze mnie "tęga pisarka". Już jestem tęga, ale jeszcze nie pisarka. Hahahaha. Mnie to śmieszy :)
Życie JEST skomplikowane. Dlatego trzeba upraszczać wszystko co się da. Nie pojęcie życia, ale codzienne życie jednej osoby. Emocje, obowiązki, wyzwania, walka z tym, z co jest, żeby zechciało być takie jakie być powinno (mehehe). Walka ze sobą, żeby jednak docenić to co jest. Bo czyż nie jest szaleństwem nie umieć zobaczyć, i uszanować tego co jest? W takim razie po co jest? Po to, żebyśmy byli z tego niezadowoleni, i patrzyli na wszystko i wszystkich(celowa przesada) dookoła z pogardliwie wydętymi ustami? Żyłam tak bardzo długo, żyję tak i teraz. Ale teraz już nie wydaje mi się to ani naturalne, ani normalne, ani jedyne co jest.
Ktoś kogo znam, dał mi kolejną okazję do zaobserwowania procesu przechodzenia od zachwytu nad czymś/kimś, do zastąpienia tego czegoś/kogoś własnymi wyobrażeniami nt. jakie to coś/ten ktoś powinien być. Czyżby, powinien?
Dziwne jest to, jak szybko taki proces się tworzy.
I też smutne. Na swój sposób fascynujące, bo w pewnym sensie patrzę przy tym na siebie, zachowującą się w podobny sposób na co dzień.
Szukam sposobu jak to wyłączyć/osłabić/sprawić, żeby przestało nade mną panować. Bo mimo insynuacji niektórych bliskich mi ludzi, wolę być szczęśliwa niż coś komuś udowadniać, ale
przeważnie po prostu nie umiem. Jeszcze. Więc próbuję, badam, uczę się na błędach własnych i cudzych. Krótko mówiąc, żyję tak jak umiem. Czasem mi przykro/źle/wstyd, że marnie to wygląda. Przed sobą też, ale przede wszystkim przed innymi. Oczywiście, że nie powinno mnie to obchodzić, jaki sposób inni wartościują moje życie. Ostatecznie należy ono do mnie, i tylko do mnie. Ci, co wartościują czyjeś, i tak za chwilę wracają do swojego, nawet jeśli tego swojego nie chcą i nim gardzą. Nie powinno, i za chwilę być może nie będzie, ale teraz tak czuję.
Mam pomysł, który warto zapisać, nawet jeśli nie wypali. Chcę pisać listy do siebie, opowiadające o tym jak mi minął dzień, z perspektywy tego co w nim fajne, dobre, niezwykłe, moje. Mam już kalendarzyk, w którym krótko wymieniam fajne rzeczy z danego dnia, starając się żeby zawsze była to choć jedna rzecz, ale to za mało. Nie umiem docenić tego, co mam. W tym momencie przyczyna jest taka, ze bardzo tęsknie za tym, czego nie mam - szczera rozmowa z kimś konkretnym, kogo lubię. Wiem, że by nie wyszła, bo on po prostu nie jest w nastroju, i ok. Ale mimo wszystko szkoda. Przykro mi tez patrzeć, jak zmienia się jego obraz mojej osoby, na gorszy, wg tego jakie ma wzorce w głowie. Nie mam na to wpływu, tak już jest. Nie mogę być lepsza, niż jestem. Staram się jak mogę, każdy stara się jak może. On też żyje tak jak umie. Ważne, żeby robić to co w mojej mocy. Równie ważne jak umieć potem dostrzec, zobaczyć, przyznać, że się właśnie zrobiło tyle ile się mogło, i że to jest dobre. Ileż można sobie krzywdy zrobić, tylko WYOBRAŻAJĄC sobie, że ktoś nas odrzuca... Zbierając do kupki te wszystkie obserwacje nt. swojej osoby, i oddać wodze rozczarowaniu, że kolejna osoba nie umie spojrzeć na MNIE, poza własne wyobrażenia. A co ja w tym momencie robię, pielęgnując owo może i słuszne rozczarowanie? "Rozmawiam" z obrazem danej osoby, niczym więcej. Zachowuję się dokładnie tak samo, i mam pretensje wyłącznie do innych.
Po raz kolejny muszę przypomnieć sobie: nic nie poradzę na to, że ktoś widzi mnie tak a nie inaczej. Jedyne co mogę zrobić, to żyć najlepiej jak umiem, i docenić siebie. Wbrew pozorom to bardzo dużo. Tak dużo, że aż czasem wmawiam sobie, że nie mam na to siły.
Stawianie granic jest trudne. Zwłaszcza własnym rodzicom. Ale konieczne. Można narzekać na ten fakt, albo zrobić to, co konieczne. Uciec nie ma jak.
Zawsze chciałam, żeby wyrosła ze mnie "tęga pisarka". Już jestem tęga, ale jeszcze nie pisarka. Hahahaha. Mnie to śmieszy :)
- 2009-01-25 12:37:22
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 0
it's a new year, and I'm still me.
Dawno mnie tu nie było.
Przez ten czas ani nie zmądrzałam, ani nie nabyłam zmarszczek.
Zakochałam się w kolejnym facecie z gatunku "jesteś idealna, ale ja wolę być sam", w rezultacie mam kolejnego przyjaciela. Jeeej.
Studiuję. Nawet mi się to podoba.
Właściwie w dalszym ciągu nie pracuję, choć przestaje mi się to podobać.
Znów wyżywam się na swoim brzuchu, więc dla odtrucia czytam "Dobre ciało" Eve Ensler (w myślach robiąc brzuszki i obiecując nie jeść słodyczy codziennie).
Noworoczne postanowienie zdążyłam poważnie złamać już po kilku dniach, więc nie ma sensu tu o nim pisać.
Przez ten czas ani nie zmądrzałam, ani nie nabyłam zmarszczek.
Zakochałam się w kolejnym facecie z gatunku "jesteś idealna, ale ja wolę być sam", w rezultacie mam kolejnego przyjaciela. Jeeej.
Studiuję. Nawet mi się to podoba.
Właściwie w dalszym ciągu nie pracuję, choć przestaje mi się to podobać.
Znów wyżywam się na swoim brzuchu, więc dla odtrucia czytam "Dobre ciało" Eve Ensler (w myślach robiąc brzuszki i obiecując nie jeść słodyczy codziennie).
Noworoczne postanowienie zdążyłam poważnie złamać już po kilku dniach, więc nie ma sensu tu o nim pisać.
- 2009-01-10 22:10:57
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 0
...
Maybe I am cursed after all.
- 2008-10-18 12:11:59
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 0
bittersweet symphony
Przeszłość wraca, jak obowiązkowe przeziebienie.
Średnio raz w roku.
Już nawet nie mam nadziei, że uda mi się to przerobić, puścić z wiatrem, i pójść dalej.
Nie odzyskam też tego kawałka serca, który tam zostawiłam. Może już zawsze będzie uszkodzone.
I co z tego?
To bylo piękne. I dalej jest.
A mogłoby nie być. Mogłoby w ogóle tego nie być.
Kim jestem, żeby oceniać?
Kim byłabym bez tego?
And I "will always have Paris".
Średnio raz w roku.
Już nawet nie mam nadziei, że uda mi się to przerobić, puścić z wiatrem, i pójść dalej.
Nie odzyskam też tego kawałka serca, który tam zostawiłam. Może już zawsze będzie uszkodzone.
I co z tego?
To bylo piękne. I dalej jest.
A mogłoby nie być. Mogłoby w ogóle tego nie być.
Kim jestem, żeby oceniać?
Kim byłabym bez tego?
And I "will always have Paris".
- 2008-08-08 20:14:22
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 1
genialne...
Wczoraj nowa kolezanka "niechcacy" podsumowala ostatnie 3 miesiace mojego zycia zawodowego w ten sposob:
"Nie ma ludzi leniwych. Sa tylko tacy, ktorzy nie wierza w siebie lub w sens/powodzenie tego co robia"
Bingo! Z wielkim bialym O na koncu.
Co wiecej?
Znalazlam swoja "broszke". Boje sie, ale trzymam z calych sil. Nawet jak zamkne oczy, wiem ze nie zniknie.
"Nie ma ludzi leniwych. Sa tylko tacy, ktorzy nie wierza w siebie lub w sens/powodzenie tego co robia"
Bingo! Z wielkim bialym O na koncu.
Co wiecej?
Znalazlam swoja "broszke". Boje sie, ale trzymam z calych sil. Nawet jak zamkne oczy, wiem ze nie zniknie.
- 2008-06-12 14:30:23
- kategoria: jeee! nie ma to jak odkryc Ameryke w konserwie!
- prywatność: 0
- komentarz? 1
po.
- odejście z pracy
- odreagowanie syndromu trybika korporacyjnego
- lekki załamek z powodu braku sprecyzowanej wizji własnego życia od teraz
- załamka ciąg dalszy
- pierwsze zlecenia tłumaczeń tekstu
- TERAZ.
****************************************************
Na spotkaniu byłej klasy z liceum ( ja plus 2 koleżanki), dowiedziałam się, że inna koleżanka rozsiewa informację następującą: podobno zmarłam tragicznie po ciężkiej chorobie dobre kilka lat temu.
Mój oficjalny komentarz: opowieści o mojej śmierci były mocno przesadzone.
Ale przyznam, kusi mnie trochę, żeby zadzwonić do niej i przedstawić się anemicznym głosem, najlepiej przy użyciu puszki po orzeszkach (efekt widma).
****************************************************
Samotność wydaje się straszna.
Ale bycie samej ze sobą, to inna sprawa. Nigdy nie pozwoliłabym sobie tego odebrać.
Może znajdę sobie jakiś domek na drzewie w górach. Byle z dostępem do netu.
****************************************************
- odreagowanie syndromu trybika korporacyjnego
- lekki załamek z powodu braku sprecyzowanej wizji własnego życia od teraz
- załamka ciąg dalszy
- pierwsze zlecenia tłumaczeń tekstu
- TERAZ.
****************************************************
Na spotkaniu byłej klasy z liceum ( ja plus 2 koleżanki), dowiedziałam się, że inna koleżanka rozsiewa informację następującą: podobno zmarłam tragicznie po ciężkiej chorobie dobre kilka lat temu.
Mój oficjalny komentarz: opowieści o mojej śmierci były mocno przesadzone.
Ale przyznam, kusi mnie trochę, żeby zadzwonić do niej i przedstawić się anemicznym głosem, najlepiej przy użyciu puszki po orzeszkach (efekt widma).
****************************************************
Samotność wydaje się straszna.
Ale bycie samej ze sobą, to inna sprawa. Nigdy nie pozwoliłabym sobie tego odebrać.
Może znajdę sobie jakiś domek na drzewie w górach. Byle z dostępem do netu.
****************************************************
- 2008-04-22 12:42:35
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 1
kłębek
Zycie w mojej glowie toczy sie ostatnio wokol kilku zaledwie tematow:
Ludzie osiagaja wielkie sukcesy, pomagaja innym, zarabiaja wielkie pieniadze, tworza rzeczy piekne - ale nie potrafia polubic siebie.
To jest dopiero wyzwanie.
Nie moge przestac bac sie uplywajacego czasu. A mam dopiero 26 lat.
Jest jeszcze gorzej, kiedy uswiadamiam sobie ile bezsensownych rzeczy robie TERAZ.
Skutkiem tego zostalam hedonistka :)
Inna sprawa, ze brak umiejetnosci cieszenia sie z czegos to objaw ciezkiego kalectwa.
Yntelygencja to nie wszystko. Ale przyciaga jak zwykle.
Jestem malym, zabawnym tchorzem. Ale mam linuksa. :]
Ludzie osiagaja wielkie sukcesy, pomagaja innym, zarabiaja wielkie pieniadze, tworza rzeczy piekne - ale nie potrafia polubic siebie.
To jest dopiero wyzwanie.
Nie moge przestac bac sie uplywajacego czasu. A mam dopiero 26 lat.
Jest jeszcze gorzej, kiedy uswiadamiam sobie ile bezsensownych rzeczy robie TERAZ.
Skutkiem tego zostalam hedonistka :)
Inna sprawa, ze brak umiejetnosci cieszenia sie z czegos to objaw ciezkiego kalectwa.
Yntelygencja to nie wszystko. Ale przyciaga jak zwykle.
Jestem malym, zabawnym tchorzem. Ale mam linuksa. :]
- 2008-01-16 16:24:55
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 6
cold (but still here)
Seasonal depression knocked over a few wants, wills, and going-tos.
Stay tuned.
Stay tuned.
- 2007-11-28 21:29:30
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 2
leave your lights on.
Przydałoby się więcej światła...
a za oknem noc, i śnieg.
Feeling an irresistible urge to hide.
a za oknem noc, i śnieg.
Feeling an irresistible urge to hide.
- 2007-11-11 20:42:20
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 1
o miłości.
Na nic w życiu nie da się zasłużyć. W każdym razie na nic, co ważne.
"Jak po trudnej bitwie coś składało mnie w jedną całość i opatrywało moje rany" - Kasia Stambuldzys
"Owinę Ciebie rąbkiem płaszcza w moim sercu" - inspiracja: Czesław Miłosz
"Miłości nie można do niczego przystosować, nie da się jej zamknąć w żadne opłotki i niczym zabezpieczyć" - Jiddu Krishnamurti
"Jak po trudnej bitwie coś składało mnie w jedną całość i opatrywało moje rany" - Kasia Stambuldzys
"Owinę Ciebie rąbkiem płaszcza w moim sercu" - inspiracja: Czesław Miłosz
"Miłości nie można do niczego przystosować, nie da się jej zamknąć w żadne opłotki i niczym zabezpieczyć" - Jiddu Krishnamurti
- 2007-10-28 13:41:22
- kategoria:
- prywatność: 0
- komentarz? 6